poniedziałek, 05 marca 2012
Pomidorki koktailowe z fetą i chlebem pitta - lato 2011

 

Oliwa, sól, tymianek, pesto w chlebku no i koktailowe :) 

Sezonowość i zielone..., i wspomnienia z lata 2010

Jakiś czas temu kupiłam mały piekarnik, taki stojący na blacie. Używałam go cały zeszły rok pełną parą, a potem jak raz przestałam piec, to nie włączałam go przez całą niemal wiosnę, lato i jesień. Niemal nie włączałam też kuchenki gazowej. Pamiętam, że używałam jedynie czajnika, no i lodówki. To była dla mnie nowość, bo jedząc wegetariańsko latem, po prostu kupowałam góry sałat, warzyw, owoców, czasem nabiał w postaci fety - i intuicyjnie czułam, że nie ma po co tych cudów przetwarzać, gotować. Na myśl o psuciu tych gotowych, pięknych, witalnych, kolorowych roślin zaraz czułam intuicyjnie opór, znużenie i niechęć.  Odkąd uświadomiłam sobie, że większość jest jadalna na surowo - po prostu odechciało mi się stać i pilnować garnków. No, bo po co? Na początku jednak w ogóle tego nie zarejestrowałam, że tak zaczęłam jeść...po prostu nastała wiosna, ot tak, potem owoce, sezonowe warzywa. Gosia pokazała mi, że można jeść młody bób na surowo- jaki  pyszny! Ma pistacjowy kolor, taki bladozielonkawy... No i tak się zaczęło, dlatego teraz wiem czego się spodziewać po sobie latem. 

Po prostu "zimowe" sposoby na warzywne pasztety, zapiekanki warzywne, lecza, curry rozgrzewające, zupy - jakoś to wszystko ulatuje z pamięci latem, a piekarniki i palniki stoją najczęściej zimne. Kasza gryczana jest świetna tylko namoczona na noc, nie trzeba jej gotować, świetnie smakuje. Tak samo inne zboża - namaczane w "kwasie zbożowym" klik sa miękkie i słodkie do jedzenia wprost...albo w "sushi" w algach zawijane...zamiast w naleśnikach, jak to robię zimą.

Oj niedługo będzie już znów tak, więc wklejam Wam Kochani zdjęcia z zeszłego roku, aby dodać nam wszystkim sił do dotrwania do maja:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jechałam sobie rowerem z targu, obładowana tymi radosnymi, dyndającymi wokół kierownicy zakupami, koszyk uginał się od lekkości....Niestety wiem, że dawniej spojrzałabym na to wszystko  i pomyślała "no jak to ale tu nie ma NIC do jedzenia". (Nie ma sera, kiełbasy, mięsa, kurczaka). Teraz czuję się bezpiecznie, bo wiem, że to nieprawda. To jest jedzenie i do tego wspaniałe! Staram się namawiać innych  aby nie kupować zimą ogórków ani pomidorów, nie gotować brokuła przez 25 minut, a ewentualnie 5 minut na parze itd. Długa to droga, ale jeśli robię to w domu dla Rodziny sama, to naprawdę nie narzekają, ba...nawet zaczynają się cieszyć, że przyjadę, że coś zrobię "po swojemu"...  

Takiego wartościowego pożywienia mozna wręcz zjeść mniejsze ilości, niż przetworzonego, bo nie traci to mikroelementów, witamin, cukrów przez przetwarzanie. Zatem trzymajmy się i dbajmy o siebie szczególnie teraz na przednówku, o ruch, spacery, oddychanie, wyjście z domu po zimie (jeśli ktoś zaszył się na ten czas w domu). Spacerami można wzmóc teraz siły i  tym ostatnim skokiem, byle do wiosny ! :) 

 

 

niedziela, 04 marca 2012
Aromat późnego lata w takich drobinkach... aż dziw!

Maliny suszone, to przebój! Nie myślałam, szusząc je, że w lutym tak je docenię! Ależ to pachnie! Czy to w naparze, jako malinowa herbatka  czy w szejku, czy w musli albow  batonie zbożowym suszone malinki są niesamowite! Wyglądają blado, ale mają w sobie MOC :)

 

 

Zielony soymilk szejk: banan avocado i szuszone maliny...wspomnienie lata :)



Jakiś czas temu przypomniałam sobie o suszonych malinach, z lata. 

Zatem na śniadanie był szejk z promocyjnym ostatnio w sklepach avocado, bananem i malinkami. Co za aromat! Sporo kalorii i kwasów nienasyconych tym bladym świtem...:) Shake power!

  

 

 

Jogurty wegańskie z mleka roślinnego

Do zalecanych, przez Panią Bożenę Żak - Cyran, produktów fermentowanych należą także jogurty. Można je przyrządzać na bazie "mlek" roślinnych a zakwaszać statretem pochodzącym z jogurtu naturalnego krowiego, a w wersji wegańskiej starterem z zasuszonymi kulturami bakterii fermentacyjnych, które można było dawniej kupić na allegro lub sporadycznie w aptece. 

Obecnie jednak już naprawdę  łatwo jest kupić także jako starter jogurtu  po prostu jogurt sojowy wegański (np. w Piotrze i Pawle, Auchan, Real) i wtedy dodać go do naszego mleka sojowego - wtedy  dla wegan, lub dla osób uczulonych na białko zwierzęce nie ryzykuje się nawet najmnijeszej jego porcji, a dla wegan jest to o wiele prostsze niż buszowanie po aptekach w poszukiwaniu kapsułek bez otoczki żelatynowej...Jest to świetna opcja jogurtów dla osób z nietolerancją latozy, ale też może być pomocne w leczeniu skazy białkowej, ze względu na to, że białko roślinne jest tu przefermentowane, i przez to lżej strawne, łatwiej przyswajalne a bakterie jogurtowe pomagają chronić układ trawienny i florę jelitową, która i tak czesto jest już podrażniona alergią.

Wtedy robiąc jogurt sojowy, postępujemy tak samo jak w posie robienia domowego jogurtu, który robiłam z jogurtu na bazie mleka krowiego a opisałam opisałam tu klik. Każde następne porcje możemy tworzyć używając jako startera już naszego "domowego" jogurtu i nie musimy niczego wiecej kupować.

  

ps. na fotce jest jogurt niewegański !!!

 

Soymilk szejk bananowo - pomarańczowy z domowym jogurtem sojowym

I tak też na śniadanie - kolejny szejk, tym razem soymilk shake.

 

Jogurt naturalny z domowego mleka sojowego

No to już za jednym zamachem będzie relacja także z przyrządzania domowego jogurtu sojowego. Przyznam, że receptura jeszcze daje trochę do życzenia. Głównie, ze względu na gestość, i to, że z góry oddziela się z mleka sojowego woda. (Gdyby je zagęścić łyżeczką skrobii podczas gotowania, jogurt przypomniałby ten sklepowy). Ale co do zdrowotności do śniadaniowych szejków z owocami, spełnia na razie swoje zadanie, bo zagęszcza je banan. 

 

Najpierw robię domowe mleko sojowe klik, (albo kupuję w kartonie (najtańsze, Golden Soya, jest w Biedronce)).

Następnie, w zależności od tego, czy mamy jogurtownicę czy też zwykłe słoiczki np. po koncentracie pomidorowym, lub - to też, jak najbardziej możliwe - słój litrowy, albo - także duży termos...- ważne by nasz przyszły jogurt mógł przenocować w temp. około 35C kilka godzin.  Pamiętajmy, że w temp. powyżej 40C może się nie udać, a w niższej - musi po prostu stać dłużej. Małe słoiczki stawiamy na tacę i na kaloryfer, przykryte ręcznikiem, tak samo duży słój. W termosie - po prostu dodajemy starter (czyli kultury bakterii jogurtowych - tu niestety niewegańskich) do mleka sojowego o temp. ok 38C. A w jogurtownicy, tak jak u mnie robię - to mam fotorelację:

Dodaję jogurt naturalny z trzema szczepami bakterii, z marki Tesco Value. 

   

Jak widać na wieczkach słoiczków można ustawić datę (w tym wypadku 01 marca) by znać termin przechowywania, po wstawieniu ich potem do lodówki. 

I wsuwam jogurtownicę nastawioną tutaj akurat na 12 godzin podgrzewania, pod półeczkę i do rana powstaje 8 słoiczków jogurtu sojowego, na śniadania na cały tydzień. O tyle fajne są te słoiczki, że trzeba myć każdy z osobna, uważać aby się nie potłukły i że zajmują miejsce w lodówce - hehehe. Nie, no, że można w nich przyrządzać po prostu małe porcje,bez śmieci z tych małych plastikowych pudełek ze sklepu, no i są w sam raz na szejka na rano. Albo można przygotowac od razu porcje smakowe, w  każdym inne typu monte. Ja jednak wolę miksować sobie smaki na bieżąco, rano w blenderze...To jest nie tylko stały dowóz białka i dobrych bakterii dla bakteryjnej flory jelitowej rono. Poprawia to wchłanianie innych składników pokarmowych i wspomagać może pracę układu trawiennego. Podobnie jak szczypta kiszonej kapusty codziennie w okresie jesienno- zimowym, w naszym regionie geograficznym, o czym czerpałam wiedzę z książek Pani  Bożeny Żak - Cyran.

 

Jogurtownica nie jest potrzebna do zrobienia jogurtu, ale ja niestety lubię kuchenne gażety.... Acha, ta jest z Tesco marki Tesco Home. 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15
Tagi