czwartek, 08 marca 2012
Głodówka dzień 2 (godzina 36)

Rano czułam się świetnie. najtrudniej jest bez porannego rytuału - kawy rozpuszczalnej z dużą ilością mleka sojowego a zcasem też z cynamonem. Tym razem był to kubek ciepłej wody. Czuła się ogólnie dobrze. Poprzedniej nocy miała jednak płytki sen, budziłam się i nie pamietałam czy to początek głodówki i mam dalej spać, czy też, to normalny dzień. Słowem nieco niepokoju, bo brak wprawy i większych doświadczen w tym temacie... W ciągu dnia czułam sie bardzo dobrze. W porównaniu z poprzednią 36 godzinną - w ogóle nie dokuczały mi myśli o jedzeniu. Poprzednim razem obsesyjnie wciąż chciało mi się kaszy, owsianki albo daktyla. Teraz bez problemu leciały w TV Kuchnia programy i nie robiło to wrażenia, ani sok zółądkowy sie nie produkował. Widac spokojniej podchodzę do tego i motywacja zdrowotna i wewnetrzna jest bardziej ugruntowana i silniejsza niż zewnętrzne bodźce, czy pokusy.  Potem poszłam na pocztę i tu mój błąd - ubrałam się za grubo (bo w alaskę). Przez to na poczcie dostałam ciapek przed oczami i usiadłam na ławce. Po wyjściu, posiedziałam sobie na słonku. Kupiłam wodę, na szczęście była chłodna i doszłam do siebie. Potem poszłam jeszcze na krótki spacer po osiedlu. Czasami na poczcie nawet normalnie robi się słabo (duszno, kurz, kolejka), więc to nie była jakaś trauma. Okutałam się jak na zimę, a było plus 10 C! 

Ale wróciłam do domu i odczuwałam problemy z koncentracją, lekkie spowolnienie (na przykład zostawiłam klucze w drzwiach). Chwilkę tylko pobolewała mnie głowa. Piłam wodę chłodną, póki taka była przyniesiona z dworu, bo było mi raczej za duszno niż za zimno. Chyba idzie wiosna.

Przy mojej poprzedniej 36 godzinnej o wieeele gorzej się czułam, łeb bolał i bardzo dokuczały myśli o jedzeniu. Wtedy też pogorszyła się cera. Teraz nic. No i nie kusi mnie obsesyjnie jedzenie.   

No, to dziś jeszcze wieczór i 12 godzin nocy a rano - tym razem kończę na śniadaniu około godziny 8 rano,  jutro. Zatem można liczyć że będzie 48 godzinna moja głodówka. (dokładnie to 50 g.)

18:18, zou_woodwalker
Link Dodaj komentarz »
Głodówka 36 godzinna wg Małachowa

Głodówka 36 godzinna wg Małachowa 

Zaczyna się głodówkę o 18 wieczorem nic nie jedząc  przez noc po lekkostrawnym odżywianiu tego dnia (bez cukru, soli, warzywa i zboża, soki owocowe surowe).  Głodówka trwa przez następny dzień i noc. I wyjście z głodówki zaczyna się kolejnego dnia śniadaniem: sokiem z marchewki i szatowana porcją kapusty (dla wymiecienia śluzu z jelit) a potem kaszą gotowaną z jabłkiem tartym, bez soli.  Po prostu lekkostrawne jedzenie, bo nie zostaje zatrzymana w 36 h głodówce praca jelit, ani wytwarzanie soku żołądkowego nie jest ograniczane.

 Taka głodówka pozbawia organizm złogów wody z komórek, odświeża poczucie smaku na języku i nieco obkurcza żołądek, dodaje poczucia lekkości. Trzeba pić okoo 1,5 litra wody, a jak ktoś może to więcej. Jako, że nie chodzi tu  przestawienie się organizmu na odżywanie endogenne, można pić także  ciepłe napary owocowe, oczywiście z suszonych owoców bez dodatków cukru, aromatów itd. Można pić pokrzywę, mięta działa moczopędnie, rumianek koi błonę śluzową żołądka, ale może po nim na czczo mdlić. Owoc dzikiej róży zapobiega ewentualnym mdłościom, tak samo hibiskus i aronia, żurawinowa herbatka oddziałuje na drogi moczowe. Głodówka na samej wodzie odnawia poczucie smaku potraw. 

Podczas głodówki warto chociaż raz iść na spacer, na powietrze. Brać kąpiel w niegorącej wodzie, lub na koniec chłodny natrysk jeśli ktoś nie czuje się osłabiony a czuje dopływ gorąca i energii. Osoby osłabione mogą zawinąć się w koc i położyć na kanapę z dobrą książką i wycofać się, by odpocząć. Jednak często następuje przypływ energii paradoksalnie i ma się ochotę przenosić góry, wtedy trzeba mieć wzgląd na to, by nie przesadzić, bo często nasz nastrój się waha - jak pójdziemy z entuacjzmem na długi spacer, to jeszcze trzeba z niego wrócić bezpiecznie a nastrój czasem zmienia się nagle i falami. Więc przede wszytskim umiar i złoty środek pomoże nam bezpiecznie przeprowadzić i wyjść z głodówki.

 

 

środa, 07 marca 2012
Głodówka dzień 1

Kilka miesięcy temu robiłam swoją pierwszą, 36 godzinną głodówkę oczyszczającą, wg wskazówek Małachowa. Głodówka 36 godzinna  w zasadzie nie jest odmładzająca, jedynie oczyszczająca, ponieważ organizm nie przestawia się w pełni na odzywianie endogenne tj. komórkowe. Raczej pozbywa się zalegających w organizmie wody, śluzu, złogów. Zniosłam ją bardzo dobrze. Do dziś pamiętam odnowiony, zdrowy apetyt na najprostsze potrawy po niej jak ciemny ryż, kasza, płatki. Po tej głodówce właśnie kupiłam sobie garnek do gotowania ryżu i zbóż. Odnowiła we mnie potrzebę złożonych węglowodanów, bez "omasty". A wcześniej dominowały u mnie białka, strączki.  Doceniał słodycz smaku kaszy, i spowolniłam sposób żucia.

Organizm bardzo dobrze ją zniósł. Wtedy też pstanowiłam, że powtórzę ją w lutym, ponieważ ten miesiąc odczuwam jako najbardziej ku temu efektywny w danym kwartale. Z jednej strony jest i tak w ans osłabienie zimowe, z drugiej jest coraz jaśniej. Z jdnej nie ma żadnych niemal już sezonowych świeżych roślin (prócz jabłek, selera, pietruszki, ziemniaków, pora) a mnie się bardzo już chce roślin surowych, a nie chcę przesadzać z bananami, avocado czy rzucać się na pomidory koktailowe w Włoch, czy szpinak baby, które kuszą w Biedronce.

Porządki w domu, w ogrodzie ... a może też ...?

 

Głodówka pełna tzn. jedynie i tylko na wodzie, polega na tym, by do organizmu nie dostarczać żadnych (tj także płynnych) pokarmów. Żadnych soków, herbat, ani owoców. Inaczej stanie się to zwykłym głodzeniem się. Natomiast w głodówce wg Małachowa, chodzi o to, by po około 48 godzinach organizm doświadczył tzw. przełomu kwasiczego, a następnie przestawił się na odżywianie wewnątrzkomórkowe - tj, zaczął zużywać samego siebie począwszy od najbardziej zniszczonych komórek. Usuwa się wtedy złogi, śluz, "wybrakowane" komórki, od najbardziej zużytych, jak to on nazywa "patologicznych"...Zwał jak zwał, wiadomo - organizm najpierw pochłonie to, co mu najmniej potrzebne, a wtym przypadku wręcz zbędne. 

Aby zpobiec trawieniu mieśni, podczas głodówki należy regularnie spokojnie spacerować, wykonywać spokojne ćwiczenia np. elementy gimnastyki lub jogi. Można też oczywiście pracować, jak w normalny dzień. Pod warunkiem, że człowiek zna swój organizm i nie odczuwa głodówki jako stanu powodującego lęk, obawę o zdrowie, czy zagrożenie dla samego siebie. Jeśli traktujemy to jako odnowę, to podczas większości dni głodówki możemy funkcjonować normalnie.

Zazwyczaj po 48 h organizm doświadcza wiekszego kryzysu, bólu głowy, osłabienia spowodowanego zatruciem z powodu oczyszczania złogów z przewodu pokarmowego - to to zapewne przypadnie u mnie na początek weekendu, gdy bedę mogła ewentualnie położyć się w ciagu dnia i odpoczać, ale w kolejny dzień zazwyczaj jest znów lepiej, jaśniej i odzyskuje się energię i siłę.  

Z głodówki wychodzić będę od poniedziałku rano, spożywając bardzo niewielkie ilości mieszając je dokłanie ze śliną,  tarkowane i /lub surowe: sok z marchwi, kapustę, marchew, jabłko.  W dniach późniejszych dodam gotowany pęczak.

Celem głodówki nie jest utrata wagi, tylko właśnie owo wychodzenie z głodówki powiązane z fazą odbudowy organizmu. Bowiem wtedy, na miejsce spalonych złogów, organizm przyswajając dobre, zdrowe pożywienie odbudowuje swoje zasoby. Dlatego też warto jest znać najpierw siebie z mniejszych  i krótszych głodówek (24 i 36 godzinnych np. raz na 2 tyg lub 1 raz w miesiącu) by wiedzieć, że nie rzuci się na jedzenie, szczególnie to niewskazane - tłuste, słodkie i ciężkie a jelit nie narazi się na nagłe obarczenie treściami układu pokarmowego. Grozi to skretem jelit! Owo kluczowe dla zdrowia wyjście z głodówki powinno trwać tyle ile czasu trawała sama głodówka czyli 3 dni głodówki 3 dni poczatkowo: świeżego soku, potem tarta marchew i kapusta - aby"wymieść" i uruchomić jelita, następnie stopniowo, dokładnie żute zboża i jarzyny. Dopiero po 3 dniach, znów codzienne potrawy lekkostrawne, pożywne zupy jarzynowe z makaronem lub ryżem, płatki kasze. Nic smażonego, ani cukru ani białka zwierzecego.

Generalnie dziś czuje się dobrze, nie użalam się nad sobą. po powrocie z pracy wypiłam bardzo pwooli duży kubek wody około 70C.  Zaczynam odczuwać "absmak" w ustach, co świadczy o tym, że organizm zaczyna zużywać resztki w jelitach. Aby nie nastąpiło samozatrucie organizmu Małachow zaleca domowa lewatywę. Jestem przygotowana jeśli chodzi o sprzęt, do kupienia w aptece, ale także przygotowałam się kilka dni temu po prostu jedząc warzywa, kapustę, marchew, które to już same wymiatały resztki z przewodu pokarmowego i nie ruszyłam z głodówką "po nażarciu się", tylko już kilka dni bardzo lekko się odżywiałam, bez soli, ckru i tłuszczu w diecie.

Zatem dziś tyle -  nosiłam się długo z tym zamiarem i w końcu udało mi się "wstrzelić w dobry termin", z pracą, z weekendem i z nastrojem, motywacją. To dziś tyle. Na wieczór sobie poczytuje Małachowa, co jest dodatkowo motywujące i pozwala sie orientować w tym, co dzieje się z organizmem. 

poniedziałek, 05 marca 2012
Vegan sajgonki RAW ... - o co chodzi ;) ? Jesień 2011



Vegan, wegańsko - czyli bez mięsa, bez ryby i bez nabiału. RAW - znaczy surowe składniki. A sajgonki - bo w papierze ryżowym, takim jak do sajgonek smażonych.

Nooo... tutaj to już zaczęłam sie trochę rozkręcać. Często używałam wcześniej w kuchni papieru ryżowego do zwykłych sajgonek, takiego z firmy Vifon, paczka za 6-7 zł niemal w każdym sklepie, gdzie jest tzw. "dział z chińszczyzną". 

Przygotowujemy surowe warzywa, jakie chcemy,  w paseczki do włożenia do sajgonek...

  

 

   

 Papier ryżowy moczy się w talerzu z wodą przez kilka sekund a potem przekłada na suchy talerz i faszeruje. (Tak jak naleśnik się smaży a potem przekłada i faszeruje na kształt krokieta, tyle, że tu się nie smaży tylko moczy kilka sekund w wodzie i zawija). 

Blenduję pestki dyni z kolendrą i sola, na pastę która wewnątrz smarowałam sajgonki.

 

 

To jest o tyle fajne, ze się nie ciapie, nie rozmięka, papier świetnie trzyma różne nadzienia, farsze, o ile nie sa tłuste. Można zawijac dosłownie wszystko- owoce, truskawki, sałatę, warzywa z tofu... Na lato do pracy jest to super zamiast kanapek. A 1 płatek papieru z ryżu ma tylko 5 kcl... Dobrze się przechowują w pojemniczku plastikowym nawet na drugi dzień.

 

 

 

 

 

Szparagi... hm... 2011.

 

 

Kanapki z sałaty RAW - czy to jest jedzenie?

Oj tutaj, nic takiego, ale w kontekście mięsożerców, przecież to nie jest jedzenie... No, a dla mnie to się stało jedzeniem, po prostu fajna przekąska, kanapka na sałacie, pasta oliwkowa, zioła, koper, mikroelementy, błonnik, i duuużo zieleniny! Kop energii. Aż mi się wtedy śmiać chiało po takim posiłku. Że tak po prostu można. Co za ulga!

 

Wiosna 2011 - jeszcze z działki... rucola

W 2010 roku jeszcze z działką było wszystko w  porządku, zdążyłam z nowalijkami i mogłam cieszyć się codziennymi zbiorami rukoli...Tutaj sałatka z oliwą i rukolą, kasza gryczana raw (tylko namoczona na noc), duuużo koperku i ciut jogurtu naturalnego bałkańskiego...

 

 

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4
Tagi