Blog > Komentarze do wpisu
Veganizm - trudności

Jak już pisałam, decyzję o weganizmie podjęłam ot tak, pod wpływem impulsu, który gdzieś tam dojrzewał w postaci świadomości przebiegu produkcji mleka, serów itd...i tego, że zwierzęta je "produkujące" są częścią tej samej machiny śmierci i chowu przemysłowego, i że dotyka je (dotyka...hm...katuje) ten sam los co zwierząt hodowanych przemysłowo na mięso, czy ryb...

 

Co do wegetarianizmu, to powrót do tej  decyzji było wręcz koniecznością duchową i silną potrzebą. Jednak świat jest bardziej skomplikowany dla potencjalnego weganina/weganki.

Póki byłam w Anglii, gościłam u Przyjaciółki i kupowałyśmy różne dziwne rzeczy w sklepach, także z oznaczeniem vegan, no i nie chodziłam do pracy ani nie miałam swoich spraw. Po powrocie do Polski, dopadło mnie zmęczenie... i zwątpienie... Zaglądam do lodówki w domu Rodziców, a tam...nagle dla mnie nie ma nic do jedzenia...wszystko zimne - i - najpierw trzeba sobie zrobić. Bo już nie zjem kopytek z przedszkola, bo z twarogiem, już nie zjem naleśnika, bo odsmażony na maśle... itd itp... Wszystkie stare szybkie wegetariańskie sposoby zawodzą...np. drożdzówka z mlekeim sojowym, bo może mieć jajka, itd. Zostaje pójśc na rynek...i zrobić samemu, a człowiek zmęczony, głodny... A mimo, że myślę, iż "the best fast food is fruit"- to nie przekonuje mnie to zimą w naszej strefie klimatycznej.

Można jeszcze, starym zwyczajem, pójść pod tunel w Gdańsku Gównym, gdzie sprzedają pyszne kanapki panini - zawsze kupowałyśmy je z Siostrą z serem (tanim więc bez podpuszczki odzwierzęcej), z warzywami, ogórkiem kiszonym... takie smaczne i tanie po 4,8zł a wielkie, no i trochę ciepłe, chrupiące... Przed całe wakacje ratowały mi czas dnia do 14-tej. A teraz nawet nie mam PEWNOŚCI czy do tej bułki panini nie dają jajek, ba,  albo cysteiny do mąki....bo już się naczytałam... Także GO VEGAN działa świetnie gdy ma się pod ręką swoją kuchnię, zje się w domu zrobione samemu śniadanie i nadąży z obiadem. Czyli generalnie panuje się nad planem dnia. 

Ja teraz jestem w przeprowadzkach, między Gdańskiem a Toruniem, kuchnią w domu Rodziców a swoją w nowym mieszkaniu do remontu... słowem dla początkującej veganki okazuje się to całkiem trudne. 

Ale przypomniała mi się taka maksyma AA: HALT

H - hungry

A - angry

L - lonely

T - tired ...

Jeśli więc początkujący veganin jest głodny, zły, samotny i zmęczony... to tylko krok do powrotu w stare nawyki wegetariańskie, na których przecież bardzo komfortowo można funkcjonować w swiecie konsumpcji poza domowej. Myślę, że nie jestem tu ortodoksyjna, jeśli coś przesunie się wczasie o kilka miesięcy, albo chociaż zmniejszę spożycie i zakup tych produktów prowadzących do cierpienia, to i tak już jest lepiej, niż bym kupowała twaróg co dwa dni.  

Na szczęście była przy mnie moja Siostra, która jest wegetarianką ale mnie bardzo wspiera  w weganiźmie i gdy już sobie myślałam, że "kurcze nie mam siły na weganizm, za wcześnie podjełam decyzę, poczekam aż dokończę remont kuchni i będę sama gotować ... i wszystko ogarnę (a to będzie za kilka miesięcy), przestanę jeździć w tę i we wtę... i może dziś jednak zjem te ciepłe i już będące w domu kopytka z twarogiem., trudno :/ Ale Siostra powiedziała, to może po prostu idź i kup sobie panini z warzywami?  A byłam już tak zmęczona, wkurzona, nieogarnieta...

No i kolejny "kwiatek" jest prawie 20ta, polazłam... proszę o tę kanapkę co zawsze, tylko tym razem jeszcze proszę "bez sera, bez sosu..." a pani mówi, że takiej nie ma. A wegetariańskia to drożej. Więc się wykłócam,że chcę taką jak zawsze tylko proszę niech nie wkłada tym razem po prostu tam tego plasterka sera, a  pani mówi, że tak nie może bo nie ma jak nabić na kasę. A ja chcę normalnie, tak jak zawsze, ale bez plasterka sera, chce aby jej ten ser został... a ona że tak nie można się wnerwiłam, powiedziałam że teraz to jest już naprawdę wredna, a ona że jak ja chce wegetariańską to na drzwiach jest napisane, że taka to po 6,80... (Nie kumam czemu z mniejsza ilościa składników jest drożej?). W końcu sprzedała mi po 4,8 i jakoś się przeprosiłyśmy i pogodziłyśmy.  :) Ja nie chce kebeba warzywnego ociekającego warzywami tylko płaską, ulubioną kanapkę z warzywami, która ugryzę bez złamania szczęki...

Zresztą mam zamiar kiedyś tam nabyć grilla do panini i sama robić takie bułeczki w domu, bo już nie będę u siebie mieszkać tak blisko tej smacznej budki, by to mogło być moje śniadanie na co dzień. 

Dlatego też pomyślałam, że to nie jest takie proste jak "wegetarianizm na mieście". W domu to spoko - gotować i zbilansować umiem. Ale gdy się jest w rozjazdach i nie nadąży zaopatrzyć w zapasy...i nagle zapali sie owo  czerwone HALT, to może być kiepsko z wytrwaniem ot tak nagle. Zostaje noszenie ze sobą gotowego soymilka...i nie dopuszczaniue do HALT-u ;)

 

Wiem też, że jest super blog z opisem wegańskich produktów w sklepach. Dzięki wielkie! 

 

 

 

 

piątek, 23 listopada 2012, zou_woodwalker

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/12/07 14:57:10
Zou, nie przejmuj się za bardzo, bo to nic dobrego nie daje. Nic na siłę, ja tez miałam przerwę w weganizmie gdy mieliśmy zamieszanie ze sprzedaża mieszkania, przeprowadzka na wieś i remontami. Obiady gotowala wtedy moja Mama i były zazwyczaj wegetarianskie, chociaż weganskie tez się zdazaly. Miałam wybór albo po ciężkiej robocie przy domu gotować sobie coś albo np zjesc kotleta z jajkiem (od wiejskiej kury). Nie miałam wtedy siły na gotowanie i nie czuję na siebie złości. Cieszę się jednak ze na razie sytuacja się unormowala, remonty się chwilowo skończyły i mogę wieść normalne życie w kuchni ;-D Życie to ciagle wybory :-)
-
Gość: , *.osk.enformatic.pl
2012/12/28 13:40:16
Jak dla mnie jest to zwyklke lenistwo.
Ja rozumiem ze sa rozne sytuacje ale nie przesadzaj ! dieta weganska nei zabiera duzo czasu a jesli sie bardzo chce dla ziwerzat byc weganem to dasie i pracowac i studiowac i jeszcze miec dzieci i miec dobrze zbilansowana dsiete weganska.Nie trzeba kupowac gotowych produtkow wegan zeby miec czas na wszystko.,Ja nie kupuje prawie wogole i aje rade,
wegetarianizm to jakas hipokryzja jest bo ziwerzeta tez cierpianawet maja gorzej bo dluzej musza zyc w meczarniach.
-
Gość: Lily, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/01/09 00:25:56
Te komplikacje pozadomowe są jednym z głównych powodów, dla których ja nie jestem weganką... Bo gotować wegańsko mogę, no problem...
No więc jestem hipokrytką, jak twierdzi autor/ka poprzedniego komentarza :)
-
Gość: ms, *.completel.net
2013/02/12 13:34:50
sama znam takie sytuacje z autopsji- tak ze nic sie nie chce, nawet palcem sie kiwnac nie da... ale to kwestia dobrago zorganizowania sie...
wymysl sobie kilka takich weganskich "fast foodow" na wszelki wypadek- cos co zawsze bedziesz miec pod reka!
ja np nie cierpie gotowych wege paprykarzy czy sojowych pasztetow ale zawsze mam jakis zbunkrowany na dnie szafy- wlasnie na taki dzien niemocy!
poza tym mozesz zawsze zjesc kanapke lub tosta (nie potrzebne do tego zadne specjalne sprzety- ja chleb wrzucam do piekarnika lub bezposrednio na patelnie- bez tluszczu- tylko tak zeby sie podpiekl), na to oliwa z oliwek i plaster pomidora;
albo zwykla kanapka- ja uwielbiam z awokado i pomidorem lub pomidorem i kiszona kapucha lub ogorkiem- i to jest patent ktory przechodzi nawet w moich podrozach (kiedy pod reka jest jedynie maly sklepik, zero restauracji) gdzie naprawde nie ma nic weganskiego... nie jest to szczyt kulinarnej przyjemnosci... ale czasem ratuje zycie....
a jak chcesz cos cieplego to kup np miso w kostkach (takich a la rosolowych)+ makaron ryzowy, zarowno jedno i drugie moze sobie lezec na polce bardzo dlugo, a robi sie doslownie w 5 min.